• Wpisów:233
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 22:44
  • Licznik odwiedzin:26 896 / 2324 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Brianna odprowadziła mnie do domu tuląc na pożegnanie. Jeszcze przez chwilę widziałam jej smukłą postać w świetle lamp ulicznych,a potem zostałam sama. Weszłam do domu, rodziców jeszcze nie było. Nieco się ucieszyłam, bo szczerze nie zamierzałam tłumaczyć im się, gdzie byłam i tak dalej. Wbiegłam szybko na górę i rzuciłam się na łóżko. Zrobiłam to tak gwałtownie, że wszystkie rzeczy, które miałam w torebce natychmiast rozsypały się po łóżku-No pięknie-pomyślałam i zaczęłam je zbierać, nagle zauważyłam wśród nich mały skrawek pomiętej kartki. Miałam w torebce wiele różnych rzeczy, ale owa kartka nie wyglądała znajomo. Rozwinęłam ją z niedowierzeniem. Ross dał mi swój numer! Nie wiedziałam tylko dlaczego i kiedy to zrobił. Nie chciałam mieć też z nim za bardzo do czynienia, ale coś kazało mi zatrzymać jego numer. Dziwne uczucie, które ogarniało mnie za każdym razem, gdy był przy mnie. Tak bardzo chciałam go nie nawidzić powtarzając sobie-Dani, nie możesz się tak łatwo dać uwieść-ale bez skutku. Uczucie, które mnie ogarniało nie można było nazwać ani miłością ani nienawiścią. To było bardziej zmieszanie. Wiedziałam, że od tej pory nie będzie mi łatwo. Zanim zasnęłam, jeszcze długo rozmyślałam nad tym co dalej.


Do szkoły wybrałam się wraz z Brianną, która pytała jak tam
moje relacje po wczorajszej nocy i czy nie fajnie byłoby to powtórzyć. Od razu wykryłam w tej rozmowie podtekst związany z Rossem. Nie
mogłam w to uwierzyć! Moja własna przyjaciółka chciała
prawdopodobnie zeswatać mnie z nim! Takie miałam przeczucia,
dlatego nie przyznałam się jej, że dał mi swój numer. To tylko
nakręciłoby ją jeszcze bardziej. Wolałam przemilczeć całą tą sprawę.
Kochałam Briannę jak siostrę, ale sam fakt, że miała większe plany
wobec mnie i Rossa nie dawało mi spokoju. Szybko zmieniłam więc temat, pytając co tam słychać w świecie mody itd. Był to w końcu ulubiony temat Brianny. Mogłaby gadać o nim godzinami. Nie za bardzo mnie to interesowało, ale byłam w stanie znieść wszystko byle, by tylko nie słuchać jej docinków na temat Rossa.
Dotarłyśmy wreszcie do szkoły. Przy wejściu do klasy przywitał nas nasz kumpel Jake-Cześć dziewczyny. Jak tam?- spytał jak zwykle uśmiechnięty wysoki brunet o ciemnych oczach-Jest spoko. Wiesz, właśnie opowiadałam Dianie o tegorocznych trendach modowych i..-chłopak jej szybko przerwał-Czyli rozumiem, że wszystko w porządku.- Jake też nie miał zamiaru słuchać długich opowiadań Brianny, która była w stanie wyrecytować cały katalog modowy jak wiersz. Lekko urażona przeprosiła nas na chwilę, by wyrwać się z nieco niezręcznej dla niej sytuacji. Zostaliśmy sami.
Właśnie chciałam coś dodać od siebie, ale przerwał mi znajomy głos
-Ej, stary. To jak? Jesteśmy umówieni?- był to nie kto inny jak Ross
-No pewnie! Dzisiaj. Po szkole. U mnie-odpowiedział Jake- A właśnie.
Muszę ci przedstawić moją koleżankę.
-Nie trzeba. Znamy się-odpowiedział pośpiesznie Ross- zdążyłem ją poznać już pierwszego dnia. Siedzieliśmy koło siebie.
Jake spojrzał na mnie pytająco.
-Ciebie i Brianny nie było wtedy w szkole-wytłumaczyłam szybko
-Dani, nic mi o tym nie mówiłaś- Brianna usłyszała naszą rozmowę, więc podeszła
-Bo nie było co. To była tylko jedna lekcja-zaczęłam się bronić widząc jej głupi uśmieszek
-Ależ oczywiście. Wiesz, co? Może ja lepiej przeniosę się do tyłu, żebyście mogli siedzieć blisko siebie- powiedziała ciągle się uśmiechając
-Nie ma takiej potrzeby. Zauważyłem, że Diana nie jest zbytnio otwarta na nowe znajomości-dodał niby mimochodem
-Za to widzę, że ty wręcz odwrotnie- zmrużyłam lekko oczy- z resztą rób jak uważasz- odparłam zanim cokolwiek zdążył powiedzieć i odeszłam z ironicznym uśmiechem na twarzy
-Diana, poczekaj!- pobiegł za mną
-A im co się stało?-odparł lekko skofundowany Jake
-Jest między nimi chemia i tyle. A przynajmniej będzie- odparła zadowolona Brianna
-To my będziemy uczyć się chemii?-spytał
-Mało śmieszne-przewróciła oczami
-No co? Taki żart!- uśmiechnął się Jake




 

 
Wróciliśmy na imprezę. Ross przeprosił mnie na moment i gdzieś poszedł. Chwilę potem zauważyła mnie Brianna- Dani, gdzie ty byłaś?-spytała
-Byłam na spacerze, ale już wróciłam jak widzisz
-Słodko razem wyglądaliście-powiedziała po chwili. Rzuciłam jej pytające spojrzenie
-Słucham?
-Myślisz, że nie widziałam jak razem wychodziliście?- założyła ręce- Ty serio nic do niego nie czujesz?-spytała
-Nie, nic. No może poza szacunkiem-odparłam
-Bardzo ładnie. Nabrałaś szacunku do Rossa. Jaki będzie kolejny etap? Najpierw przyjaźń, potem miłość?-zaśmiała się
-Nie będzie kolejnego etapu! On nawet nie jest moim kolegą-rzuciłam
-No, ale w końcu sama przed chwilą przyznałaś, że jednak coś do niego czujesz, prawda?-podniosła brew
-Uh, musiałaś ?! Ross też zawsze łapie mnie za słówka
-Ciesz się, że tylko za słówka-zaśmiała się Bri i mrugnęła do mnie porozumiewawczo
-Błagam, możesz przestać?!-zachowanie kumpeli zaczęło mnie powoli denerwować
-Oj, Dani. Wyluzuj! Bierzesz wszystko zbyt do siebie-ciągnęła niestrudzonym głosem
-Chcesz powiedzieć, że jestem sztywna?-oburzyłam się
-Wcale tego nie powiedziałam!
-To może lepiej od razu powiedz to na głos! Na pewno tak o mnie myślisz!- obróciłam głowę w bok
-Ej, wcale tak o tobie nie myślę, jasne? Po prostu uważam, że niektóre rzeczy bierzesz zbyt dosłownie-założyła mi grzywkę za ucho
-Czyli uważasz, że nie jestem rozrywkowa?
-Oj, Dani. Próbujesz zrobić problem tam, gdzie go nie ma. Wiedz, że cię kocham bez względu na to jaka jesteś-przytuliła mnie. Podniosłam głowę- Czyli jednak!- uspokoiła mnie- Cii.. nie psuj tej chwili. Spojrzałam na nią
-Tylko błagam przestań mówić, że mnie i Rossa coś łączy. To serio denerwujące-popatrzyłam się na nią
-No dobrze. Już nie będę-obiecała.
Na imprezie zostałyśmy jeszcze krótką chwilę, a potem razem udałyśmy się do domu.
 

 
Nawet nie zdążyłam zauważyć kiedy dotarliśmy na miejsce. Było dość ciepło, ale nieco wietrznie. Wiatr delikatnie unosił moje włosy, po czym swobodnie opadały mi na ramiona. W powietrzu czuć było morską bryzę i cichy szum morskich fal.
-No? Jak ci się podoba?- spytał Ross z uśmiechem
-Jest pięknie- stwierdziłam- Kurcze, już nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam na plaży-zaczęły ponosić mnie wspomnienia
-Bywam tu prawie każdego dnia. Też powinnaś przychodzić tu częściej
-Po to, by cię tu spotkać? O, nie-minęły wspomnienia i wróciła szara rzeczywistość
-Nadal nie rozumiem, dlaczego się na mnie uwzięłaś? Sama przecież kiedyś zostaniesz aktorką i będziesz sławna-podniósł brew
-Ale ja nie chcę być sławna, chcę po prostu robić to co lubię-popatrzyłam na niego
-Ale przecież sława to nie jest coś co najpierw zapuka zanim u ciebie zagości. Ona po prostu pojawia się znikąd i nie opuszcza cię na krok-westchnął Ross i spuścił głowę
-Wow, nigdy tak na to nie patrzyłam-zatrzymaliśmy się. To co powiedział Ross lekko mnie zmartwiło. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała się z nią zmierzyć i z ceną jaką ze sobą niesie. W tej chwili zrozumiałam, że nie jest być łatwo osobą publiczną. Wywnioskowałam też to po minie Rossa.Nie pomyliłam się. Westchnął ponownie.
-To serio nie jest łatwe być kimś znanym. Wszyscy tylko czekają aż zaliczysz jakąś wtopę, by potem napisać o tym w gazecie i zrobić z tego sensację. Szczerze, to wcale nie lubię być za bardzo w centrum uwagi, dlatego cieszy mnie to, że zdecydowałem się na szkołę aktorską.-uśmiechnął się- Nawet, jeśli muszę się tam zmagać z pewną małą złośnicą- dugnął mnie łokciem w ramię. Też się lekko uśmiechnęłam
-Nie jestem wredna, po prostu.. ehh.. początkowo miałam nie za dobre zdanie o tobie.-wyznałam
-A coś uległo zmianie?
-Na pewno nabrałam nowych perspektyw na świat..-zaczęłam kręcić głową-.. no i już nie uważam, że jesteś taki zły. Byłeś ze mną szczery. Doceniam to-spojrzałam na niego
-Wiesz, tej szczerości to się pewnie musiałem od kogoś przez przypadek nauczyć-podniósł brew. Rzuciłam mu spojrzenie- Żartuję przecież! Zawsze jestem szczery. Możesz mi ufać!-zaśmiał się
-Ehh, czy ja wiem czy tobie wolno ufać
-W takim razie ja cię tej ufności nauczę- złapał mnie w talii i okręcił kilka razy dookoła- wyczułam lekki impuls z jego strony, nie planowałam się zgodzić na to, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, straciłam na to wpływ. Postawił mnie na ziemi.
-A widzisz? Jednak mi zaufałaś- ucieszył się
-Co? Przecież ja nie miałam na to żadnego wpływu!-zarzuciłam włosy do tyłu- No,ale w sumie to nawet było fajnie. Przez chwilę zawróciłeś mi w głowie- powiedziałam z lekkim uśmiechem i obciągnęłam sobie sukienkę, którą Ross niechcący mi lekko podniósł
-Wow, serio?-zapytał chłopak z niedowierzaniem
-No, zawróciłeś mi i to dosłownie. Jeszcze mi się trochę w głowie kręci-zaśmiałam się
-No i czar prysł-powiedział Ross z lekkim zawodem
-No co? -ponownie się zaśmiałam
-Dziewczyno, jesteś niemożliwa. Można się dla ciebie starać, a ty i tak tego nie docenisz
-Przepraszam, ty się dla mnie starałeś? Nie zauważyłam-splotłam ręce i wysłałam mu uśmiech
-Uh, potrafisz być szczera do nieprzytomności. Nie odpuścisz, co? Ale mogłabyś chociaż poudawać, że ci się podobało-powiedział lekko rozżalonym głosem, ale uśmiech nie znikał mu z twarzy
-Nie no, ale na serio mi się podobało!- zaśmiałam się
-Aha, bo ci uwierzę- westchnął-Chyba już pora wracać-stwierdził i wróciliśmy się. Jeszcze przez chwilę spoglądaliśmy jak słonce znika za horyzontem. W sumie to bardziej ja spoglądałam, Ross od czasu do czasu patrzył się na mnie. Może i był słodki ,bo nigdy nie twierdziłam, że nie jest, ale nadal czułam w sobie coś co nie pozwalało mi w pełni mu zaufać.
 

 
Stałyśmy właśnie przed domem Lynchów. Brianna popatrzyła na mnie z uśmiechem, wzięła głęboki oddech i zadzwoniła do drzwi. Zrezygnowałam.- Wiesz, co? To może ja lepiej pójdę. Opowiesz mi jak było-chciałam już sobie iść, ale Bri złapała mnie za rękę-Nie po to cię tyle szykowałam, żebyś teraz odstawiała mi tu takie sceny, poza tym to obiecałaś mi, że pójdziesz ze mną. Chcesz, żebym się na tobie zawiodła?-mówiła pół żartem, pół serio. Nie miałam wyboru. Przewróciłam tylko oczami, a Bri dodała z uśmiechem-Wiedziałam, że mnie zrozumiesz.-
Po chwili otworzyły się drzwi i stanęła w nich wysoka, ładna blondynka. Była to Rydel. Starsza siostra Rossa.-O, widzę, że do mojego brata przyszły kolejne koleżanki-uśmiechnęła się słodko. Wyglądała na miłą osobę.
Odwróciłam się w bok z lekką rezygnacją.
-Tak, właśnie! Jesteśmy koleżankami Rossa-uśmiechnęła się Bri- Jestem Brianna,a to moja przyjaciółka. Nazywa się Diana-przedstawiła nas
-To fajnie! A ja mam na imię..-
-Oj, Rydel! Przecież wiemy jak masz na imię-zaśmiała się Bri przerywając jej
-A no tak. Kurczę, czasami zapominam ,że.. no nieważne. Wejdźcie dziewczyny-zaśmiała się Delly.
Lynchowie mieszkali w dużym domu, praktycznie była to willa. Bardzo podobał mi się wystrój wnętrza. Dookoła było pełno ludzi, ale przy Briannie czułam się pewniej. Zaczęłam się więc rozglądać z zaciekawieniem i nawet nie zauważyłam, że na kogoś wpadam.-Oj, przepraszam- zaczęłam i poprawiłam swoją sukienkę rękoma
-Nie, to ja prze..Diana?-poznałam jego głos, więc podniosłam głowę. Był to oczywiście Ross- Nie spodziewałem się ciebie tutaj- powiedział z uśmiechem na twarzy
-A wiesz, że ja też nie?- odpowiedziałam szczerze-No, ale .. czego się nie robi dla przyjaciół. Prawda, Bri?-rzuciłam jej spojrzenie, bo stała tuż obok mnie
-Tak, właśnie. Słuchaj.. to może ja was zostawię samych- rzuciła i poszła
-To może my też udany się w jakieś spokojniejsze miejsce? Strasznie tu głośno, nie uważasz?- zaproponował Ross
-Ta, to nie jest najgorszy pomysł- odpowiedziałam. Normalnie bym się nie zgodziła, ale narastający hałas dawał mi się we znaki. Ogólnie za nim nie przepadam i pewnie też, dlatego nie chodzę na imprezy.
Wyszliśmy na taras.
-To, jak ci się podoba na imprezie?-zaczął niepewnie
-Niewiem. Nie lubię hałasu. Uszy mnie od niego bolą- złapałam się za głowę
-Ja tam ogólnie lubię imprezy. Jestem też przyzwyczajony również do hałasu. No wiesz, czwórka rodzeństwa to jest coś.- zaśmiał się
-Więc ja się cieszę, że jestem jedynaczką- westchnęłam
-Nie no, ja też lubię pobyć czasami sam, dlatego tak często chodzę na plażę, do której mam z resztą niedaleko-spojrzał na mnie
-Niewiem. Nie byłam tu jeszcze nigdy na plaży- wzruszyłam ramionami
-Ani razu? Serio? Kalifornijskie plaże należą do jednych z najpiękniejszych na świecie. Koniecznie musisz się tam wybrać!- zachęcał mnie
-Czy ja wiem
-Wiesz, co? Wstawaj! Zabiorę cię tam- wstał z ławki ,na której siedzieliśmy
-Ale co? W sensie, że teraz?!-podniosłam brew
-No a co ci szkodzi?
-I co? Urwiesz się z własnej imprezy? A jak coś się stanie?
-Moje rodzeństwo wszystkiego przypilnuje. Tylko mi teraz nie mów, że nie fajnie jest mieć brata czy siostrę
-Faktycznie. Czasami żałuję, że jestem jedynaczką
-No chodź! Będzie fajnie! Nikt nie zauważy, że nas nie ma- zachęcał mnie
-Ale pamiętasz, że nadal cię nie lubię? - założyłam ręce nie ruszając się z miejsca
-A co ci to przeszkadza w tym, żebym pokazał ci plażę? Nie wiesz co tracisz- uśmiechnął się
-No a co z Brianną?
-Jeśli zacznie się martwić to przecież zadzwoni, a wtedy wrócimy.No chodź!- wyciągnął rękę, a ja nie śmiało podałam mu swoją. Pomógł mi wstać-Ale nie próbuj tam żadnych sztuczek- oświadczyłam
-Spokojnie, będę grzeczny-znowu się uśmiechnął i ruszyliśmy przed siebie.


 

 
Wybrałam się po szkole do Brianny. Mieszkała w dość ładnej dzielnicy LA. Jej rodziców praktycznie cały czas nie było w domu. Jej mama z zawodu była menadżerką ,a jej tata scenarzystą filmowym. Pewnie właśnie stąd wzięła się jej pasja do filmów. Była jedynaczką tak jak ja przez to świetnie się rozumiałyśmy. Brianna była kimś w rodzaju fashionistki tzn. interesowała się modą. Zawsze nienagannie ubrana z idealnie ułożonymi włosami i słodkim uśmiechem na twarzy. Ja nie przywiązywałam do ubrań zbyt dużej wagi. Z wyglądu byłam też przeciwieństwem Brianny. Ona była wysoką, szczupłą, błękitnooką, blondynką z burzą loków na głowie. Miała bardzo długie nogi i duże wcięcie w talii, dlatego swoją figurę lubiła podkreślać szortami, bądź krótkimi spódniczkami. Nie ukrywam. Zazdrościłam jej lekko wyczucia stylu, no i oczywiście wyglądu. Ja byłam szatynką o piwnych oczach i średnim wzroście, dlatego często zakładałam obcasy, by wyglądać na nieco wyższą. Może i byłam szczupła, ale wciąż niepewna swojej figury, dlatego z reguły zakładałam sukienki, bądź długie spodnie. Jak widać, z wyglądu różniłyśmy się. Bardzo. Ale nie przeszkadzało nam to w wspólnym dzieleniu swoich pasji. Zawsze mówiłyśmy sobie co nas frustruje, bawi itd. Leżałyśmy sobie właśnie na jej łóżku i nie ukrywając, że się lekko nudziłyśmy, rzucałyśmy sobie nawzajem luźne tematy do rozmów i przeglądałyśmy jedno z czasopism Bri.
-Co myślisz o tym nowym?- odezwała się Brianna przewracając kolejną stronę w gazecie
-O Rossie?- podniosłam głowę, którą miałam opartą na ręce- Dobrze wiesz co ja o nim myślę- dodałam po chwili. Bri wzruszyła lekko ramionami- A ja tam uważam, że jest słodki- powiedziała z lekkim zawahaniem jednocześnie unikając kontaktu wzrokowego
-Pff.. słodki to on tam może być. Dla mnie to nie ma żadnego znaczenia. Po prostu za nim nie przepadam- ułożyłam się wygodnie na łóżku przyjaciółki i zaczęłam patrzeć w sufit
-Dani, sądzę, że za bardzo przesadzasz. Skąd możesz wiedzieć jaki jest? Nie znasz go-powiedziała zamykając gazetę
-Przecież to samo mogłabym powiedzieć tobie-powiedziałam kładąc sobie ręce pod głowę
-A co robisz dzisiaj wieczorem?- zmieniła temat
-W sumie nic takiego- powiedziałam bez wahania, ale zaczęłam przeczuwać, że Bri coś kombinuje. Nie spytałaby się bez powodu
-Wiedziałaś, że Ross urządza dziś wieczorem imprezę?- położyła się koło mnie i zaczęła niespokojnie jeździć palcem po poszewce poduszki wyczekując mojej odpowiedzi
-O, nie! Ja tam nie pójdę!- od razu do mnie dotarło, co takiego kombinuje moja psiapsióła
-Oj, Dani! Proszę! Co masz lepszego do roboty?-siadła na łóżku i zaczęła ciągnąć mnie za rękę
-A dlaczego ty chcesz tam iść?
-No, bo myślę, że może być fajnie!-powiedziała wprost-Słuchaj, może i się przyjaźnimy, ale to wcale nie oznacza, że mam takie same nastawienie do Rossa jak ty. Poza tym to chcę zobaczyć jak mieszkają celebryci. Nie ciekawi cię to? Ani trochę?
-No ja nie wiem, Bri- pomogła mi wstać
-Prooooszę, choć na chwilkę, co?-zrobiła tą swoją słodką minkę. Nie potrafiłam jej odmówić.
Godzinę później zaczęłyśmy się szykować na imprezę, na którą tak strasznie chciało mi się iść, że niewiem. No, ale czego nie robi się dla przyjaciół.
 

 
Jak obiecałam, tak też zrobiłam. Na przerwie zabrałam Ross'a na małą przechadzkę po szkole. Nie chciałam tego robić ,ale co miałam powiedzieć nauczycielowi? Przepraszam ,ale nie ,bo nie przepadam za tym chłopcem? Wolałam już zaryzykować. Tak więc szliśmy sobie korytarzem, gdy nagle Ross odezwał się do mnie po chwili-Właściwie to po co się zgodziłaś, skoro mnie nie lubisz?
-Bo lubię być miła-odparłam z lekkim śmiechem
-I sarkastyczna również- dodał
-A co? Wątpisz w moją dobroć?-rzuciłam zaczepnie
-Mam co do niej lekkie wątpliwości
-Właściwie to po co zapisałeś się tutaj do szkoły?- spytałam z lekkim zaciekawieniem
-Wiesz, co prawda grałem już w pierwszym filmie..
-Masz na myśli serial komediowy na Disney Channel ,w którym zgrywasz z siebie pajaca?- przerwałam mu
-Daj mi dokończyć-westchnął- Po prostu uważam ,że warto podszlifować swoje umiejętności.. właściwie nie rozumiem ,dlaczego się tobie tłumaczę
-Myślałam ,że Ross Lynch jest miły dla swoich fanów-odparłam obojętnie
-Fanów. Sama to powiedziałaś ,a z tego co wiem to ty do nich nie należysz-uśmiechnął się przed siebie i wzdychając splótł swoje ręce
-I nie chcę należeć- odwróciłam się do niego posyłając mu cyniczny uśmiech
-Chyba miałaś mnie oprowadzać. Prawda, Kristen Stewart?- po raz kolejny złapał mnie za słowo. Imponowała mi trochę jego błyskotliwość. Wiedział jak każde moje wypowiedziane słowo odwrócić przeciwko mnie. Wcześniej tego nie zauważałam ,że był dość inteligentny.No, to na tyle. Wiedziałam ,więc ,że nie warto ciągnąć dalej tej rozmowy ,bo zaskakiwał mnie na każdym kroku. Ruszyłam do przodu ,by być bardziej przed nim i dodałam krótko-Pff.. inteligent się znalazł.-
Pokazałam mu co nieco, ale nie okazywałam większego zainteresowania całą sprawą ,więc w końcu spytał-Dlaczego mnie nie lubisz?- westchnęłam.-Serio chcesz to wiedzieć?-pokiwał mi potakująco głową-Więc, jest wiele powodów. Jednym z nich jest to ,że jesteś totalnym pajacem-powiedziałam wprost.
-Chodzi mi o realne powody-pokręcił głową
-A ten jest za mało realny?
-Ale ty jesteś uparta! Dobra, zapomnij. Założę się ,że jeszcze zmienisz o mnie zdanie-uśmiechnął się lekko i poszedł
-Coś mi się nie wydaje. Powiedziałam do siebie i rozeszliśmy się.
 

 
Nazywam się Diana Foster i mam 17 lat. Wiem, że to nie jest zbyt wiele ,ale na tyle dość ,bym mogła rozumieć pewne rzeczy. Jako dziecko zawsze marzyłam ,by zostać aktorką. Nie był to mój główny cel w życiu ,ale zawsze motywował mnie do dalszego działania. Z natury jestem realistką ,więc do pewnych spraw podchodzę po prostu ... realnie. Nie chcę osiągnąć w życiu jakiejś wielkiej kariery ,być milionerką i sypiać w willi z dziewięcioma pokojami. Nie w tym rzecz. Chciałam sobie po prostu coś udowodnić ,że mogę zrobić coś więcej niż tylko pójść do zwyczajnej pracy, przesiedzieć te nieszczęsne kilkanaście godzin i wrócić padnięta do domu, by jutro zacząć cały dzień od początku. Aktorstwo uważałam za coś co pomaga oderwać się od realnego życia, tej szarej rzeczywistości ,którą codziennie los maluje nam od nowa, krótko mówiąc-uwielbiam je. Jako dziecko oglądałam filmy ,w których grali tak genialni aktorzy jak choćby Leonardo DiCaprio czy Kate Winslet. To oni byli moją inspiracją i na nich się wzorowałam, ale już nie przedłużając. Pół roku temu moi rodzice zauważyli moje umiejętności aktorskie i postanowili coś zrobić w tym kierunku . Przeprowadziliśmy się z Nowego Jorku do Los Angeles żebym mogła uczęszczać do najlepszej szkoły aktorskiej w Stanach. Od razu zaprzyjaźniłam się z Brianną i Jake'iem ,którzy byli w moim wieku i mieli podobne poglądy i podejście do świata co ja. To oni pomogli mi się odnaleźć w nieco nowym dla mnie świecie. W starej szkole uchodziłam za szarą myszkę i nie miałam zbytnio przyjaciół, tu jednak czułam się dobrze.
To miał być kolejny zwykły dzień nauki, jeśli mogę w ogóle to tak nazwać. Nieważne. Jak zwykle dzień zaczynaliśmy od improwizacji. Nasz nauczyciel owej rzeczy, pan Kennedy zadawał nam różne zagadnienia ,a my mieliśmy to odegrać. Niektóre rzeczy mnie wręcz rozśmieszały, no ale jak mówi pan Kennedy "dobry aktor musi umieć zagrać dosłownie wszystko nawet jeśli wydaje się to z lekka głupie". Trudno było się z tym nie zgodzić, więc dostaliśmy zadanie. Każdy z nas miał odegrać scenkę faceta, który z niecierpliwością oczekuje na przyjazd autobusu. Miało to wyglądać realnie i z lekka komicznie ,więc różne gesty, miny były jak najbardziej wskazane. Oczywiście mój kolega Jake ,który był "śmieszkiem" jakich mało nie oszczędził sobie różnych głupich masek ,które doprowadziły całą klasę do łez, wtem drzwi do sali się otworzyły i wszedł wysoki blondyn z jasną czupryną.- Przepraszam za spóźnienie, ale coś mi nagle wyskoczyło- odpowiedział po chwili. Uniosłam nagle głowę ,którą miałam opuszczoną. Dobrze wiedziałam kto to ,bo od razu poznałam go po głosie i szczerze za nim nie przepadałam- A właśnie klaso. Zapomniałem wam przedstawić nowego ucznia naszej szkoły.-nauczyciel zerwał się z miejsca- Klaso, poznajcie Ross'a Lynch'a. Będzie się tutaj z wami uczył.-ledwo dokończył te zdanie to już kilka dziewczyn zdążyło wpaść w ekstazę-O, matko! Ten Ross Lynch?! Nie wierzę! Aaa!-przekrzykiwały się jedna przez drugą. No i o co tyle hałasu? Pomyślałam.-Panie Lynch, proszę tutaj nie liczyć na specjalne fory. Nie faworyzujemy tu żadnych uczniów- spojrzał kątem oka na oszalałe ze szczęścia dziewczyny- nawet tych sławnych- dodał uśmiechając się do niego z lekka- Spokojnie. Przecież jestem normalnym chłopakiem-odparł uśmiechając się i jednocześnie pokazując te swoje białe zęby. Normalny chłopak ? Akurat! Nie lubiłam go i było mi strasznie nie na rękę to ,że będę go teraz widywać codziennie. Tak wiem ,że większość dziewczyn oszalałoby na myśl ,że będzie z nimi chodził do klasy ,ale nie ja. Dobrze wiedziałam jakie są wszystkie gwiazdy. Te słodkie uśmieszki do kamery i miłe słówka. Wiedziałam ,że to wszystko jest sztuczne i byłam przekonana ,że żadna gwiazdka nie mówi tego szczerze. Nie przepadałam za większością znanych osób ,ale za nim już w ogóle. Nie polubiłam go od początku. Wydawał mi się sztuczny i takiego też zdania o nim nabrałam. Chce być traktowany jak normalny uczeń? Zgoda! Nie zamierzałam go przecież traktować jakoś "wyjątkowo".
-To może przejdźmy do dalszych zajęć skoro już wszyscy jesteśmy w komplecie- zażądał pan Kennedy-Ross, znajdź sobie jakieś wolne miejsce żebyśmy mogli kontynuować-polecenie pana Kennediego zabrzmiało dla dziewczyn jak sygnał ,więc znowu zaczęły krzyczeć jedna przez drugą-Ross, usiądź koło mnie!- Nie koło niej! Koło mnie! Jestem twoją większą fanką niż ona!-w końcu zdenerwowany pan Kennedy nie wytrzymał- Cisza!-krzyknął-A może Ross sam zadecyduje koło kogo chce usiąść?-klasa umilkła. Ostatecznie Ross usiadł na moje nieszczęście obok mnie. Wiedziałam ,że tak będzie ,bo Brianny nie było dzisiaj w szkole ,więc siedziałam sama. Poza tym tylko jako jedyna z dziewczyn nie darłam się na pół szkoły. Spojrzałam obojętnie na niego ,a potem wróciłam do lekcji. Kątem oka widziałam jak reszta dziewczyn posyła mi zimne spojrzenie, ale nie zwracałam na to uwagi.
-Cześć- odezwał się po chwili-Jestem...-przerwałam mu
-Wiem kim jesteś
-A ty jak masz na imię?- spytał
-Kristen Stewart- rzuciłam na odczep
-Serio? Wow, na to bym nie wpadł- zaśmiał się
-O, serio? Czyli doskonały Ross nie jest taki doskonały
-Coś nie wyglądasz na moją fankę,co ?-spytał wciąż uśmiechając się z lekka
-A po czym tak wnioskujesz?-spytałam
-Niewiem. Pewnie dlatego ,że jako jedyna ze wszystkich dziewczyn nie darłaś się ,że mnie kochasz czy coś w tym stylu
-Słuszne zauważenie-pokiwałam lekko głową wciąż nie odwracając głowy w jego kierunku. Po chwili podszedł do nas pan Kennedy-O, widzę ,że zaczynacie łapać kontakt. Świetnie!
-Tak, to będzie początek pięknej przyjaźni- odparł ironicznie Ross
-Wręcz idealnej-dodałam uśmiechając się z lekka dając chłopakowi do zrozumienia ,że nie będzie ze mną łatwo
-Dobrze, to skoro się już poznaliście to może koleżanka Diana zechce oprowadzić cię trochę po szkole-powiedział nauczyciel ,który nie zauważył naszego sarkazmu
-Nie sądzę ,by był to..-zaczął chłopak
-Ależ czemu? Chętnie oprowadzę.. nowego-dodałam ironicznie ,ale z uśmiechem. Ross popatrzył na mnie z zapytaniem, ale po chwili dodał- A ja w sumie też chętnie posłucham co uczennica Diana..- zrobił nacisk słowny na moje imię- .. ma do powiedzenia nowemu.-rzucił mi spojrzenie.
 

 
Tak na serio to wystarczy tylko jedna kłótnia z przyjacielem ,by dowiedzieć się całej prawdy o sobie. ♥

 

 
Muzyka jest moją jedyną prawdziwą przyjaciółką ,bo gdy inni odchodzą ,ona zostaje .♥

 

 
Idąc przez życie ,zawsze wybieraj drogę ,którą podążyło mnie osób. Będziesz miał wtedy większe szanse na bycie kimś jedynym w swoim rodzaju .♥

 

 
Nie sztuką jest zniszczyć czyjąś miłość. Sztuką jest patrzeć jak ukochana osoba odchodzi z kimś innym i mimo żalu jaki ściska nasze serce , życzyć im szczęścia w życiu.
 

 
Piosenka wydaje się tylko chwytliwą melodią ,jednak po bliższym wsłuchaniu się w nią ,nabiera większego sensu...
 

 
Czasami zwykłe gesty wyrażają więcej niż 1000 słów
 

 
Sometimes we don't know what we need. But we won't stop looking , until we find it.


Coś na poprawę humoru:
 

 
Niektóre teksty piosenek dużo lepiej opisują mój stan niż opowiedziane słowa.
 

 
Nie potrzebujemy magii aby spełnić swoje marzenia.
 

 
Nie ma rzeczy niemożliwych ,są tylko te ,z których za szybko rezygnujemy.